Podróż do Irlandii cz. 11

W każdym razie „niezwyciężeni” dali dowód śmiałości, spełniając podwójne zabójstwo w pobliżu willi wice króla, która jest strzeżona dniem i nocą przez cały zastęp dobrze uzbrojonych policjantów. Wbrew przyjętemu zwyczajowi, który w Anglii zabrania policjantom noszenia broni, strażnicy wice króla mają nabity rewolwer u pasa. Zwiedzając park, zatrzymałam się w miejscu, gdzie zamach został spełniony i zaczęłam o nie na mówić z policjantem stojącym na straży. Był to jasnowłosy blondyn o czerwonej cerze i spokojnym wyglądzie, opięty w ciemno niebieski sukienny mundur o srebrnych guzikach, w skórzanym kasku na głowie. Był właśnie na służbie w chwili gdy zabójstwo zostało spełnione, lecz chociaż był niedaleko, nic nie słyszał, nic nie widział. „Lecz w parku było sporo osób, które musiały dostrzec całą scenę, rzekł, ale nikt się nie odważył wziąć w tym jakikolwiek udział”.

W niedzielę, dublińczycy tłumnie tutaj pielgrzymują, zatrzymując się krócej lub dłużej, z ciekawością lub też obojętnie. Przekupka, mająca tu swój stragan, dobre robi interesy. Ubrana w wielką czerwoną chustę, przepasana białym fartuchem, w wielkim słomkowym pretensjonalnym kapeluszu z wypłowiałymi, wyskubanymi piórami na głowie, sprzedaje niedojrzałe śliwki, fermentujący już agrest i przedpotopowe bułki i ciastka.