Podróż do Irlandii cz. 13

Konstable noszą mundur czarny, smutnie nasuwający na myśl czynności przez nich spełniane. Nieprawdopodobnie mała czapeczka, zwykle używana w angielskiej kawalerii, trzyma się ponad uchem za pomocą rzemyka, opuszczającego się poniżej dolnej wargi. Jeździec skrzyżował się z dragonem pędzącym cwałem w czerwonym mundurze i połyskującym metalowym kasku, a dalej rozminął się z oddziałem „riflemen’ów“ wracających z manewrów. Mundur ich jest ciemno zielony, nieledwie że czarny, z kołnierzem i wypustkami białymi. Szli ku koszarom powoli, równo, z kolbą w górę a z lufą skierowaną naprzód, podług obyczaju przyjętego w angielskim wojsku.

Żołnierze wszystkich pułków mają wygląd dzielny, zwinny, a umundurowanie ich posunięte jest do wytworności, zwłaszcza w porównaniu z armią francuską, w której ubiór żołnierzy o wiele za szeroki i za długi, zdaje się być robiony „na wyrost”. Pod względem umundurowania najokazalszy w Dublinie jest pułk piechoty szkockiej składający się z ludzi krępych, muskularnych z gołymi łydkami, w pończochach z grubej wełny czerwonej w czarne kraty i podwiniętych ponad krótkimi kamaszami z białego płótna, których ozdobę stanowi pęk czerwonej wełnianej wstążki, opadający z boku z wielką fantazją.