Podróż do Irlandii cz. 15

Prócz olbrzymiej statui 0’Gonnell’a, koronującej cokół, przeszło pięćdziesiąt alegorycznych postaci wieńczy go poniżej, a główna z nich, występująca nieco naprzód, przedstawia Irlandię. O paręset metrów dalej, naprzeciwko poczty, melancholiczny Nelson gubi się w chmurach, stojąc na szczycie nieproporcjonalnie wysokiej kolumny kamiennej w stylu doryckim. Na stopniach rozłożystego piedestału, od świtu aż do późnej nocy obozuje czereda obszarpańców, palących fajki, rozprawiających o polityce i wiecznie próżnujących z założonymi rękoma. Są to mężowie, bracia, synowie nieszczęsnych istot, wynajmujących się do całodziennej pracy za nędzną opłatą sześciu pensów. Utrzymują oni, że próżnują z konieczności nie mogąc znaleźć dla siebie roboty. Swift w tenże sam sposób usprawiedliwiał próżnowanie swoich współziomków, a ponieważ od tego czasu minęło przeszło półtora wieku, Irlandczycy zrośli się tym mocniej z lenistwem, a nawet się w nim rozmiłowali, trudno bowiem dopatrzeć, by chcieli się z niego otrząsnąć. Oficjalnie ulica ta nazywa się Sackyille-street, jak o tym świadczą napisy na wszystkich rogach, lecz od chwili wzniesienia pomnika O’Coauell’a, dublińczycy nazywają ją jego mianem.