Podróż do Irlandii cz. 2

Zaraz po wylądowaniu, oko nie mile jest rażone widokiem brzydkiego, przysadzistego obelisku, na którego wierzchołku sterczy korona spoczywająca na poduszce. Jest to pomnik wzniesiony w roku 1821 po wizycie, jaką król Jerzy IV zaszczycił Irlandię. Od tej chwili port, który dotąd nazywał się Dunleary, czyli port Leary’ego, jednego z ostatnich celtyckich książąt, został ochrzczony mianem Kingstown, czyli „miasto króla”. Tego rodzaju zaznaczenie wizyty niedołężnego i rozpustnego króla, na pewno nie rozbudziło przywiązania w sercach Irlandczyków do „siostrzanej wyspy”, jak przez ironię zwykli nazywać Anglię.

Czyż może być coś więcej drażniącego dla podróżującej osoby, jak przybycie do ciekawego a nieznanego miejsca, gdy zmrok zaczyna już zapadać? Z Kingstown do Dublina dojeżdża się koleją we dwadzieścia minut, ale chociaż na dworcu, można się było szybko załatwić, dzięki wybornej angielskiej organizacji, która nie wymaga od podróżnych rewizji bagażów i pilnuje, by ilość dorożek była dostateczna, już się ściemniało, gdy zajechałam do hotelu. Trzeba było zjeść obiad i noc zapadła, gdy poraź pierwszy wyszłam na ulice Dublinu.

One Comment
  1. Reklama
    Luty 12, 2018 |