Podróż do Irlandii cz. 4

Początkowo rozmawiali spokojnie, lecz stopniowo pijaństwo się wzmagało, głosy rozlegały się coraz donośniej, wybuchały śmiechy, wykrzykniki, wycia, chrypiącym chórem zawodzone pieśni, wreszcie  i zamieszanie stało się ogólne a wtedy szynkarz, zawezwawszy do pomocy kilku trzeźwiejszych z pomiędzy zebranego towarzystwa, wyrzucił pijaków na ulicę, okładając ich kułakami, gdy stawiali opór. Część tych nieprzytomnych, zataczając rozeszła się, ku nędznym norom będącym ich mieszkaniem, większość zaś padała wzdłuż drogi, by chrapać aż do jutrzejszego rana. Kobiety prawie równie licznie uczęszczają do szynku jak mężczyźni; ach! jeżeli wstrętnym jest widok pijaka, o ileż wstrętniejszym jest widok pijaczki. Właśnie jedną z nich szynkarz przy nas wyrzuca na ulicę. Jest ona tak wychudła i zmizerowana, że trudno określić jej lata. Zamiast ubrania wiszą na niej brudne łachmany, trzęsie się konwulsyjnie stawiając opór, wzrok ma błędny, zbydlęcony, szarpie się i gniewa, że ją chcą stąd usunąć, ale zwyciężona brutalną przemocą, pada jak nieżywa na bruk wśród głośnych naigrawań innych pijaków, mogących się jeszcze chwilowo trzymać na nogach.

One Comment
  1. Reklama
    Luty 12, 2018 |