Podróż do Irlandii cz. 5

Wszystkie te sceny czynią niewymownie przykre, odstręczające wrażenie i wydawało się nam, że niebezpiecznie jest zbyt się zapóźniać w tych przedmieściach Dublina. Spokojnie stojący na ulicy policjant, wskazał nam drogę do naszego hotelu i ku wielkiemu naszemu zdziwieniu, stanęliśmy tam za chwilę. Zdawało się nam, że jeszcze nas dolatują oddalone echa widzianej bachanalii. W hotelu upewniono nas, że widziani przez nas pijacy są spokojnymi robotnikami na swój sposób świętującymi sobotę, jutro zaś jako w niedzielę pójdą a równą gorliwością na nabożeństwo do kościoła.

Jeżeli krew się leje w pobliżu szynków, to jedynie w razie nieszczęśliwego potknięcia się którego z pijaków i rozbicia głowy na ulicznym bruku. Po za obrębem zbrodni agrarnych, Irlandia prawie że nie dostarcza przestępców trybunałom kryminalnym.

Podziwiam ludzi statecznych, którzy puszczają się w podróż podług programu starannie zakreślonego w „Baedekerze”, podziwiam, lecz nie zazdroszczę im, bo się pozbawiają rozkoszy, jaka towarzyszy błądzeniu po nieznanym mieście i napotykaniu rzeczy nowych upajających oczy i umysł niespodziewanymi wrażeniami.

One Comment
  1. Reklama
    Luty 12, 2018 |