Podróż do Irlandii cz. 7

Powozy trams’ów są bardzo długie, czyste i dogodnie urządzone. Wsiadłszy do jednego z nich dojechaliśmy do Phoenix Parku niespełna w pół godziny. Nie przypuszczam, by istniało drugie miasto na świecie, posiadające tuż po za swoim obrębem, równie obszerny i wspaniały park publiczny. Na przestrzeni 17,000 akrów (około 850 hektarów) ciągną się gaje drzew, przeważnie wiązów o pniach sękatych i niebywałej objętością kwieciste łąki, na których pasą się stada krów, baranów i przyswojonych jeleni, a prócz obszernego ogrodu zoologicznego jest także i ogród botaniczny, pełen najrzadszych drzew, krzewów i kwiatów, urozmaicony sztucznymi skałami i nieodzownym jeziorem dla wodnego ptactwa; poza polem manewrów i rewji wojskowych, znajduje się plac ćwiczeń gimnastycznych, „polo i footballu”, oraz letnia rezydencja lorda lejtnanta i sekretarza Stanu od spraw Irlandzkich, szkoła wojskowa, szpital wojskowy, koszary i obóz artylerii, koszary policji, słowem w Phoenix Parku można znaleźć wiele rzeczy z wyjątkiem publiczności spacerującej. Po części rozległość parku jest przyczyną wrażenia pustki, wrażenia narzucającego się każdemu przybyszowi z kontynentu.